Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty

K.K. Baczyński, onewierszstand. Mierzalność spojrzeń.

                                                                                        ***


Jesteś o tyle spojrzeń ode mnie.
Jest mi o tyle twych spojrzeń samotniej.
Ciemniej
                Opada każdy wieczór bez słów,
trudniej słowa rzucone, kwiaty na drodze podnieść

Cztery spojrzenia ścian miasto zamyka na smutek,
a obce czyny i ludzie ulatują obok.
W którym wieczorze jak ten odnajdę
Ciszę przechodzącą przez ugór czasu Bogiem i tobą?

Oto jest znów ulica niedzielna zamknięta w miejski kurz.
Obcy flet kroków, gdzie szopen płacze z okien.
Tak samo, tak samo, tak samo jak kiedyś
Niebo patrzy obłe, jak smutek głębokie.

Dni ulatują w trwogę o ciebie,
Noc obca gwiazdami zarasta i blada miejską trawą.
Wiatr wspomnienia – chmurom oderwana gałąź.
A przecież te same gwiazdy co tam kołyszą noc nad Warszawą


Czytając ten wiersz, a czytałam go już naprawdę wiele razy na przestrzeni dobrych paru lat, często wyobrażałam sobie, że nie musi być rozumiany jako przeznaczony konkretnej osobie. Czasem można przecież odczuwać głęboki smutek, jakiś rodzaj samotności, nie wiedząc jeszcze, kto by mógł te odczucia zabrać i rozproszyć. Stawiam więc na niewiadome ty, sentyment dawnych wspomnień, na świat przypominający podmiotowi, że kogoś nie ma, ale nie wiadomo jeszcze kogo. Trwoga o ciebie nie musi być trwogą konkretną, nie musi być tez baczyńską trwogą okołowojenną. Może być, równie dobrze, strachem przed byciem samemu w mieszkaniu wieczorową porą. Może być, czym się czytającemu tylko czuje, widzi.

Czas jest wybitnie sesjowy, trudno mi się skupić na Baczyńskim, ciągle jestem rozkojarzona. Na szczęście, akurat ten wiersz działa uspokajająco, ma nocną melodię, taką gwiezdno – chmurną, roztaczającą odpodmiotową ciepłą opiekuńczość, pewien rodzaj autentyczności. Aż chce mu się wierzyć. I wierzę – że czeka, że tęskni, że widzi tę drugą jakąś osobę – jak mówił w innym wierszu dość podobny podmiot – w szybach każdego tramwaju, że ona mu ten świat robi tak, jak slangowo żart może zrobić komuś dzień, że zajmuje przestrzeń bez zajmowania miejsca.

Wiersz traktuję jako niezwykły – budzi emocje i to emocje nie nadęte. Baczyński smutek nie jest zbudowany tylko dla uzyskania smutkowej formy, nie jest pisany (najpewniej) dla dość głośnych oklasków. Kupuję taki przekaz i wracam do niego często (kiedyś umiałam na pamięć, teraz przytaczam na głos już tylko fragmenty). Uświadamia, że samotność może być mierzalna, że można ją przeliczyć na nieobecne gesty i spojrzenia, które układają się w drogę od domu do domu – teraz już  raczej nie po chodniku, a po internetowych kablach. 

obraz: Montserrat Gudiol

Chłopcy i dziewczyny to nie mężczyźni i kobiety - "Lalkarstwo" i "Modelarstwo" Szymona Słomczyńskiego

Ten post jest trochę sprowokowany odpowiedzią Szymona Słomczyńskiego na zarzut (propozycję interpretacyjną?) posługiwania się genderowymi stereotypami w dwóch wierszach z Dwupłatu. Już to brzmi źle, prawda? Poezja i stereotyp – te dwie kategorie chyba za sobą nie przepadają. I to nie tylko dlatego, że moja osobista definicja dobrej poezji zawiera w sobie element zaskoczenia, którego siłą rzeczy nie może dostarczyć stereotyp.

Weźmy na warsztat dwa teksty. Dwupłat jest książką zbudowaną na parach wierszy – na dialogu, dwóch podejściach do tematu, dwóch skrzydłach tego samego samolotu. Z jakiegoś powodu tak to zostało ułożone. Nie chodzi tutaj o rozróżnienie - chłopcy to, dziewczyny tamto; kobiety są takie, a mężczyźni tacy. Przyjmując metaforę samolotu, liryczny kadłub tej pary jest wspólny.

Mógłbym w tym momencie popsuć zabawę i powiedzieć: "to są wiersze o wojnie na Ukrainie". Tak zaspoilował Szymon podczas spotkania w Stroniu Śląskim, gdzie odpierał zarzut o posługiwanie się stereotypem. Ten trop nie jest zły: w Modelarstwie mamy "nieoznakowane wojskowe ciężarówki", w Lalkarstwie metaforykę wojenną: "od domów zajmą się miasta/ a miasta runą w kraje". Ale zawsze warto sobie zadać pytanie: co z tego wynika? Chodzi o kolejny przejmujący obraz dzieci, które przez działania wojenne tracą swoje dzieciństwo?

Wiersze są krótkie, więc można je złapać za słowa. Najpierw w oczy rzucają się paraleliczne pierwsze wersy: "Dziewczynki trzeba uczyć składać" i "Chłopców trzeba uczyć sklejać". Powtarza się fraza "trzeba uczyć". To już nie jest perspektywa dziecięca, to perspektywa do bólu dorosła, programowa - dziewczynki mają zakładać rodziny (swoją drogą, ta odwrócona metaforyka tworzenia państwa przez niszczenie jest świetna), chłopcy mają być żołnierzami.

W odpowiedzi powraca perspektywa skrzywdzonego takim mechanizmem dziecka: "rozbite jajka", "bezdomne lalki" w Lalkarstwie i połamane zęby chłopców, "którym nie będzie nigdy pisane/ zostać modelami". I znowu powrót do jakiejś formy przeznaczenia kogoś do czegoś, choć chyba subtelniejszy. Mi byłoby smutno, gdyby było mi pisane być modelem - a zostałbym konstruktorem wojskowych ciężarówek, bo tak trzeba.

Zaczyna w takiej lekturze kiełkować niepokojące antysytemowe nastawienie (choć, nie oszukujmy się, poezja prosystemowa z reguły jest nędzna), intuicje, że to, czego pragnie dziecko, z reguły zostaje rozbite, rozmontowane, że nawet niewinne zęby mleczne nie mogą przetrwać starcia z planami, jakie szykuje Wielka Historia. Oszczędne te wiersze, choć pewnie da się z nich coś jeszcze powycinać i posklejać na nowo. Albo wykluć, żeby nie opowiadać się po jakiejś konkretnej stronie.

Mnie dręczą w tym wszystkim jajka; niby to tylko taka metaforyka, podobnie jak "miasta [które] runą w kraje", ale nie tchnie to spokojem, o nie. To dość ironiczne, że mniej wojenny z tej pary wiersz odrzuca bardziej... Warto pewnie pogrzebać w Lalkarstwie jeszcze od tej strony.